Plandeki
Milana zamieniła w most żelazny, a konia w kruka. Gdy pogoń dotarła do mostu, stanęła nagle jak wryta, bo dalej tropu nie było, a za mostem trzy drogi, na trzy się strony krzyżują. Co tu począć? Trudna rada, trzeba z niczym powrócić. Czernuch wołał już z daleka do powracających: - Półgłówki! Oszukano was, ten most i owa rzeka to byli oni sami. Dalej za nimi na nowo albo was ukamienować każę! W tej samej chwili szepnęła piękna Welena Milanowi: - Słyszę tętent końskich kopyt! Milan zeskoczył z konia, przyłożył ucho do ziemi i rzekł: - Gonią nas i są już tuż za nami! Bez zwłoki więc zamieniła Welena siebie, Milana i konia plandeki gęstą i ponurą knieję, z tysiącem krętych ścieżek.Musielibyśmy być bardzo kiepskimi westmanami, gdybyśmy porządnie nie zbadali terenu zanim się wam pokazaliśmy. Dosiadł jednego z odzyskanych rumaków. Jego młody towarzysz skoczył na drugiego. Obaj skierowali się do miejsca w krzakach, gdzie Jemmy i Davy schowali swoje wierzchowce. Niebawem wszyscy pojechali w ślad za Indianinem, który wciąż ich wyprzedzał, jakby dokładnie znał drogę do celu. Hobble-Frank jechał obok Grubego Jemmy, którego sobie, jak widać upodobał. — Czy chciałby pan powiedzieć mi, czego szukacie w tych stronach? — zagadnął grubasa. — Chcieliśmy udać się w góry Montana, gdzie lepsze łowy niż po tej stronie.
Kluczy nie potrzebujemy. Po dwóch minutach łańcuch był rozcięty i obaj ukradkiem poszli na górę. Właśnie wysuwali się tylnym okienkiem na pokład, gdy zabrzmiał głos, który ich przeraził. — Wszyscy na pokład! — wołał kapitana, który stał na przedzie okrętu. Przeszedł potem do tyłu i właśnie w chwili, gdy obie postacie wychylały się z tylnego otworu, przeszedł tuż obok nich. — Do stu tysięcy diabłów! Co to ma znaczyć? — krzyknął. Czarownica kosmiczna niezwykle oddycha dobre karteczki.